• Mistrzostwa Cheerleaders

V polsko-ukraińska wymiana młodzieży

Nigdzie nie śpiewa się tak, jak na Ukrainie

 

Wakacje w pełni. 12 uczniów z Liceum Ogólnokształcącego im. Marii Sadzewiczowej w Łochowie, uczestników wymiany polsko – ukraińskiej ma już za sobą mnóstwo niezapomnianych wrażeń i przeżyć.  Trwająca łącznie 17 dni, piąta już wymiana młodzieży z powiatu węgrowskiego (Łochów) z Polski i powiatu kosowskiego (Utorope) z Ukrainy dobiegła końca.

Przygotowania do tego wspaniałego przedsięwzięcia rozpoczęły się już wczesną wiosną. Władze naszego powiatu na czele ze Starostą Węgrowskim Krzysztofem Fedorczykiem udały się z wizytą na Ukrainę, by ustalić zasady wymiany i  omówić wszystkie formalne wymogi.

Kiedy wszystko zostało już ustalone, odbyła się szybka rekrutacja beneficjentów projektu. Kilka dni przed zakończeniem roku szkolnego wszystko było już jasne. Na liście znalazło się 12 uczniów uczęszczających do łochowskiego liceum. Przygotowania logistyczne i techniczne upłynęły szybko i sprawnie.

28 czerwca br. w nocy do Łochowa przybyła młodzież z powiatu kosowskiego. Z drobnymi problemami po drodze, ale cali i zdrowi przyjaciele z Ukrainy dotarli do naszej szkoły. Następnego dnia podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego 2011/2012 mieliśmy okazję obejrzeć świetny występ młodych ukraińskich artystów. Zaprezentowali oni tradycyjny huculski taniec. Popołudnie upłynęło pod znakiem dobrej zabawy i rozrywki jak na świeżo rozpoczęte wakacje przystało. Obie grupy – polska i ukraińska wyruszyły o godzinie 13.00 na basen do Wyszkowa. Pływalnia bardzo spodobała się naszym koleżakom i kolegom z zagranicy. Zjazdom na zjeżdżalni i korzystaniu z jacuzzi nie było końca. Najwytrwalsi pokonywali długie dystanse na dużym basenie, sprawdzając się w różnych stylach pływackich. Wieczorem w ogrodzie przy łochowskim liceum zorganizowano grilla, na którym pojawili się przedstawiciele władz, opiekunowie i dyrektorzy, aby uroczyście rozpocząć wymianę. Wśród gości znaleźli się: państwo Karolina i Michał Postkowie, dyrektor Andrzej Suchenek, dyrektor Ewa Sulowska oraz opiekunowie – pani Anna Pękul i pani Marzena Ogonowska. Uczta była wyśmienita. Po aktywnym pływaniu każdy mógł nadrobić straconą energię kiełbaską, kaszanką lub karkówką. Wieczór zakończyły wspólne tańce i śpiewy przy dźwiękach gitary i akordeonu.

Sobota, 30 czerwca br. to kolejny dzień wrażeń. Rano spotkaliśmy się na hali sportowej. Graliśmy w koszykówkę, siatkówkę, piłkę nożną, strzelaliśmy na strzelnicy i ćwiczyliśmy na siłowni. Nie liczyły się punkty ani wygrane, liczyła się dobra zabawa, której nie brakowało. Zmagania sportowe zakończyliśmy z wynikiem celującym. Przed południem wyjechali oni do Liwa. Muzeum Zbrojownia na Zamku w Liwie zrobiło na nich niesamowite wrażenie. Eksponaty zbroi, mebli, pistoletów i strzelb pozwoliły im poznać historię naszych rodzimych terenów. W drodze powrotnej uczestnicy wymiany zwiedzili Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Węgrowie. W zakrystii kościoła znajdują się kolekcja interesujących portretów z XVIII wieku oraz Lustro Twardowskiego. Oba te zabytki zaciekawiły zwiedzających, jednak renesansowe zwierciadło wywołało nieco większą ciekawość, może dlatego, że krążą wokół niego legendy.

Wieczorem Łochów stał się powiatową stolicą kultury. Festiwal Zbliżenia Kultur, który odbył się w ramach lokalnej imprezy Dni Łochowa, pokazał to najlepiej. Występy zespołów folklorystycznych z Ukrainy (Lwów, Kosów), Francji, Kuby i Białorusi, a także z Ostrowi Mazowieckiej, Warszawy i Łochowa oraz miejscowego zespołu muzycznego ,,Kapela Łochowska” na długo pozostaną w pamięci. Młodzi goście z Ukrainy zachwycili nie tylko wspaniałym występem, ale także tradycyjnymi, ludowymi strojami.

1 lipca młodzież z Polski i Ukrainy wyruszyła na czterodniową wycieczkę nad polskie morze. W tym czasie wszyscy zdążyli się dobrze zapoznać i zintegrować. Okazji do zacieśnienia znajomości nie brakowało. Bardzo bogaty program wymiany dawał szerokie możliwości na wymianę kulturową, a także międzyludzką. Pierwszym punktem wycieczki był Kanał Ostródzko–Elbląski. Przepłynęliśmy trasę z Ostródy do Miłomłyna. Wieczorem dotarliśmy do dobrze znanego już niektórym uczniom z poprzedniej wymiany ośrodka wypoczynkowego Roman w Jantarze. Zakwaterowaliśmy się i wyruszyliśmy na spacer po plaży. 2 lipca młodzież wraz z opiekunami wzięła udział w rejsie na półwysep helski. Odwiedziny w fokarium były bardzo ciekawym punktem wyprawy. Popołudnie upłynęło pod znakiem błogiego odpoczynku na plaży, opalania się, pływania, gier i zabaw, które w tym gronie młodych ludzi nie były nudne. Nawet rejs po Zatoce Gdańskiej spożytkowaliśmy najlepiej jak się dało, opalając się na górnym pokładzie, rozmawiając, czytając ksiązki, robiąc mnóstwo zdjęć, uśmiechając się do siebie od ucha do ucha. Wieczorem po kolacji w naszym ośrodku zorganizowano rewelacyjną dyskotekę, specjalnie dla uczestników wymiany. Była ona dla nas wszystkich dobrą okazją do zintegrowania się, wymiany muzyki i oczywiście dobrej zabawy.

Kolejnego dnia wyruszyliśmy do Gdańska, by podziwiać zabytkową starówkę i zwiedzić Muzeum Bursztynu. Niesamowite okazy bardzo nam się spodobały. Były ciekawie wyeksponowane, a żądni wiedzy mogli ją poszerzyć, czytając elektroniczny komentarz. Z Gdańska ruszyliśmy do Gdyni. Po drodze, na prośbę naszych ukraińskich przyjaciół, zajechaliśmy do McDonalda. W Gdyni odwiedziliśmy niesamowite Akwarium Gdyńskie. Ponad tysiąc okazów morskich i wodno–lądowych pochodzących z różnych rejonów świata budziło zachwyt i zdumienie. Ciekawe makiety i diagramy pomogły zrozumieć zachodzące w morzu zjawiska przyrodnicze. Mimo niesprzyjającego tego dnia chłodu daliśmy radę. Wieczór upłynął pod znakiem spaceru po plaży w Jantarze oraz śpiewania karaoke. Mikrofony poszły w ruch, nogi i ręce też. Zabawa rozpoczęła się na dobre. Deski trzeszczały, dziewczyny piszczały, chłopaki klaskali i gości przybywało. Zaśpiewaliśmy m. in. ,,Cykady na Cykladach” tak głośno, że przechodnie zatrzymywali się i wchodzili do środka rozkręcanej przez nas dyskoteki. Żal było wracać. Wszyscy chcieliśmy, by te chwile trwały wiecznie.

Kiedy przyszedł ostatni dzień, środa, wszyscy spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze odwiedziliśmy jeszcze w Malborku wspaniały zamek Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Obiekt z listy światowego dziedzictwa UNESCO zrobił wrażenie na wszystkich. Wspaniałe sale wystawowe i fenomenalny przewodnik to były kluczowe zalety tego wyjątkowego miejsca. Po obiedzie udaliśmy się w drogę powrotną, w czasie której przyszedł czas na zaległy sen, ale także na granie i śpiewanie. Wieczorem dotarliśmy do Łochowa. 

W czwartek, 30 lipca, nasi przyjaciele z Ukrainy wybrali się do Warszawy. W stolicy zwiedzili Zamek Królewski. Sale: Rady, Rycerska i Tronowa najbardziej spodobały się młodszym koleżankom i kolegom. Następnie wszyscy wyruszyli do długo wyczekiwanego centrum handlowego Arkadia, gdzie mogli zrobić zakupy. Zdążyliśmy przejść kilkadziesiąt kilometrów, przymierzyć setki ubrań, kupić dziesiątki rzeczy, uśmiechnąć się niezliczoną ilość razy. Wyjazd upłynął w bardzo miłej atmosferze.

Wieczorem podsumowaliśmy wymianę po stronie polskiej. Na uroczyste zakończenie przybyli zaproszeni goście, wśród których znaleźli się przedstawiciele władz lokalnych: Burmistrz Łochowa Marina Dzięcioł, dyrektor Zespołu Obsługi Szkół Samorządowych Eugeniusz Redman, Przewodniczący Rady Miejskiej i dyrektor LO im. M. Sadzewiczowej w Łochowie Andrzej Suchenek oraz wicedyrektor tej szkoły Ewa Sulowska oraz czuwające nad wszystkim opiekunki – prof. Anna Pękul i Marzena Ogonowska. Nie mogło zabraknąć również wspaniałego człowieka, od którego wszystko się zaczęło. Chodzi oczywiście o wybitnego ceramika, mieszkańca wsi Gwizdały, Romana Kuzelyaka. Na początku spotkania głos zabrali przedstawiciele władz, organizatorzy wymiany, opiekunowie, a także uczestnicy wymiany. Po przemowach wszyscy zasiedli do wspólnej uroczystej kolacji, po której przyszedł czas na podziękowania i prezenty. Nie zabrało spontanicznych występów, śpiewów. Na twarzach pojawiły się uśmiechy, ale też łzy, łzy radości oczywiście. Na koniec wszyscy obejrzeli ciekawą prezentację z wymiany po stronie polskiej, która przedstawiała zdjęcia i filmy z  7 ostatnich, wspaniałych dni. Po przepełnionym wzruszeniami spotkaniu przyszedł czas na powrót do domu i szybkie pakowanie, gdyż następnego dnia wszyscy wyjechaliśmy na Ukrainę.

6 lipca w godzinach popołudniowych wyruszyliśmy w kierunku przejścia granicznego w Medyce.  W sobotę przed południem dotarliśmy do Utorope – malej wsi należącej do rejonu kosowskiego, w której znajduje się szkoła naszych zagranicznych przyjaciół. Zostaliśmy przywitani bardzo oficjalnie, co było dla nas dużym i miłym zaskoczeniem. Poza tradycyjnym chlebem i solą komitet powitalny przywitał nas też piosenką, wierszem, podziękowaniami, prezentami i dobrym słowem. Przed szkołą zebrał się tłum ludzi, co na niezbyt gęsto zaludnioną Ukrainę było imponujące. Po przywitaniu wszyscy przeszliśmy ozdobnym traktem do szkoły, gdzie zjedliśmy powitalny poczęstunek. Następnie przejechaliśmy do Pistynia – nieopodal położonej wsi, w której znajdowała się nasz hotel o nazwie oznaczającej Podkowa. Nie było to obce niektórym z nas miejsce, ale zdziwienie zbudziły zmiany, jakie zaszły przez ponad rok naszej nieobecności – ośrodek się rozbudował i zwiększył swoją atrakcyjność. Na placu znajdowało się małe zoo. Znaleźliśmy się w sercu Huculszczyzny, otoczeni przepięknymi widokami Karpat, nie mogliśmy nacieszyć oczu. Zapierało dech w piersiach.

Zakwaterowaliśmy się w swoich pokojach. Zjedliśmy obiad, po którym wyruszyliśmy w kierunku swoich pokoi, by w końcu porządnie się wyspać. Po południu wybraliśmy się nad pobliską rzekę. Woda o dziwo była cieplejsza niż w naszym polskim Bałtyku. Każdy chętnie pływał lub wypoczywał na brzegu, pogoda nam sprzyjała i bardzo się z tego cieszyliśmy. Wieczorem wzięliśmy udział w ukraińskich zabawach integracyjnych, na które przybyli także nasi przyjaciele z zeszłorocznej wymiany.

W niedzielny poranek wyruszyliśmy do Kosowa. Następnie udaliśmy się do kościoła na Mszę Św. w języku polskim, co było dla nas miłą niespodzianką. Po mszy odbyło się krótkie spotkanie z księdzem i spacer ulicami Kosowa. Następnie przejechaliśmy do Muzeum Kultury Huculskiej w Kosowie, które jest prowadzone przez Ministerstwo Kultury. Tutaj również dało się zauważyć zmiany – przybyło eksponatów, powiększono sale wystawowe. Bardzo przyjemnie było słuchać pani przewodnik, która pokazywała, jak robi się ozdoby na drzewko weselne (ukraińska tradycja nakazuje, że każda panna młoda musi mieć w dniu ślubu obficie ozdobione drzewko w domu). Zaciekawiły nas opowieści o tradycyjnych huculskich strojach i symboliczność elementów, które się na nie składają. Pan Roman Kuzelyak również dopowiedział od siebie nieco ciekawych informacji. Na koniec każdy mógł spróbować swoich sił w szyciu tradycyjnego ukraińskiego dywanu na starodawnej maszynie, co na Ukrainie jest do tej pory praktykowane na szeroką skalę. Metoda niezwykle żmudna i pracochłonna, wymagająca dużo cierpliwości, ale efekty są zdumiewające. Mieliśmy okazję oglądać wykonane taką metodą dywany. Przyznam, że niektóre z nich chciałem zabrać do domu.

Po aktywnym zwiedzaniu wróciliśmy do Pistynia, by nieco się posilić, a stamtąd pojechaliśmy na festiwal w Kosowie. Była to impreza folklorystyczna, na której można było obejrzeć pokaz tradycyjnych huculskich strojów, wysłuchać przepięknych, oryginalnych pieśni, kupić niesamowite wyroby z rękodzieła i skosztować miejscowych przysmaków. Panował niezwykły upał, więc wieczorem postanowiliśmy odprężyć się nad potokiem w Pistyniu, kąpiąc się, pływając, skacząc do wody, opalając się. Okazało się, że w górach spadło dużo wody i musimy jak najszybciej ewakuować się na brzeg, gdyż nadchodzi duża fala. Nieco wystraszeni, ale skoncentrowani na możliwie najszybszym dotarciu na górę, natychmiast się ewakuowaliśmy. Poczekaliśmy trochę, by kolejny raz zobaczyć na Ukrainie żywioł matki natury, jednak alarm okazał się tym razem mało groźny, bo rzeka nie przybrała. Szczęśliwi ze wspaniale spędzonego dnia wróciliśmy do Podkowy. Nie był to jednak koniec atrakcji, gdyż wieczorem zorganizowano dla nas rewelacyjną dyskotekę z DJ-em, który okazał się być bratem Rostislava – naszego kolegi z grupy ukraińskiej. Muzyka klubowa z pierwszej półki, przy której nie dało się nie wybawić.

W poniedziałek po śniadaniu pojechaliśmy w góry, by tam wziąć udział w pełnym adrenaliny, emocjonującym i wyczerpującym spacerze po górach. Po drodze zaskoczył nas widok miski, do której spływała czysta, górska woda i kubeczka zawieszonego na patyku. Każdy spragniony podróżnik mógł zaspokoić w tym miejscu pragnienie, czego nie omieszkaliśmy ominąć. Wysiłek się opłacił, bo widoki z karpackich połonin na Ukrainie są naprawdę cudowne. Na szczycie zrobiliśmy mnóstwo fantastycznych zdjęć i urządziliśmy sobie krótki spacer. Potem przeszliśmy do samotnie stojącej chaty, gdzie pod małym, drewnianym daszkiem, na świeżym powietrzu zjedliśmy obiad składający się z różnego rodzaju tradycyjnych, swojskich, ukraińskich serów i kaszy z bryndzą przygotowanej na ogniu. Nadeszła burza, ale nie przeszkadzało nam to zupełnie, gdyż jedzenie było rajem dla podniebienia i ciężko było się oderwać. Nadeszła jednak pora powrotu i zwartą grupą ruszyliśmy na dół, ostrożnie i powoli, bo zbocza po burzy były bardzo śliskie i niebezpieczne. Wszyscy dotarli cali i zdrowi do autokaru. Po południu odpoczęliśmy po niemałym wysiłku w górach, a wieczorem urządziliśmy wieczór z polskimi biesiadami. Było nas podobno słychać w całym ośrodku, co bardzo spodobało się tutejszym, bo gdzie śpiewa się huczniej i weselej niż na Ukrainie?

11 lipca udaliśmy się do Bukowla – ogromnego kompleksu wypoczynkowego w górach z wyciągami i stokami narciarskim, a także basenem i mnóstwem wszelkiego rodzaju sklepów. Po drodze zwiedziliśmy Muzeum Iwana Franki - ukraińskiego poety i pisarza, slawisty, tłumacza, działacza społecznego i politycznego, który obok Tarasa Szewczenki uważany jest za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli ukraińskiej myśli politycznej i literatury. Kiedy dotarliśmy do Bukowla, część z nas była zaskoczona bardzo dobrym standardem i niesamowitymi widokami, a cześć skupiła się na tym, jak ośrodek rozbudował się w przeciągu ostatniego roku – zdawało się, że to już trochę inne miejsce. Zaszły tak duże zmiany, że Bukowel przerodził się w małe miasteczko z mnóstwem atrakcji. Powstały nowe hotele, wyciągi, drogi, sklepy, parkingi, a część (wcale niemała) w dalszym ciągu jest w budowie. Jak się dowiedzieliśmy od naszej pani przewodnik, cały ośrodek wypoczynkowy powstał w przeciągu ostatnich 20 lat i dalej się powiększa. Pierwszym punktem był wyciąg krzesełkowy, którym wjechaliśmy na najbliżej położoną górę. Widoki znów zaparły nam dech w piersiach, tym razem nawet bardziej. Atmosfera górskiej miejscowości zauroczyła nas wszystkich. Nadchodząca burza zmusiła nas do zjazdu na dół i zmuszeni byliśmy wracać. Ale i tak nie zmniejszyło to naszego szczęścia, które narodziło się z ponownych odwiedzin tego wspaniałego miejsca. Dołączyliśmy kilkadziesiąt kolejnych zdjęć do kolekcji.

W drodze powrotnej zjedliśmy obiad w Jeremach, w domu przyjaciela pana Romana Kuzelyaka. Smaczny i bardzo podobny do polskiego obiadu, co było dla nas miłym zaskoczeniem. Z pełnymi brzuchami ruszyliśmy do Jaremcza, by tam obejrzeć wspaniały wodospad na rzecze Prut i kupić pamiątki na dobrze zaopatrzonym, pobliskim bazarze. Po powrocie do ,,Podkowy” zastaliśmy organizatorów naszej wymiany: Mariana Dzięcioła – Burmistrza Łochowa, Andrzeja Suchenka – dyrektora LO im. Marii Sadzewiczowej w Łochowie, który przywitał się z nami, szczerze uścisnął i ucałował, Michała Postka - asystenta starosty,  Eugeniusza Redmana – dyrektora Zespołu Obsługi Szkół Samorządowych oraz Andrzeja Kruszewskiego – członka Zarządu Powiatu Węgrowskiego. Wieczór spędziliśmy na rozmowach w swoich hotelowych pokojach.

Następnego dnia ruszyliśmy do Kołomyi, gdzie zwiedziliśmy kolejne Muzeum  Kultury Huculskiej i gdzie mogliśmy wysłuchać komentarza w języku polskim, dzięki bardzo sympatycznej, świetnie mówiącej po polsku pani przewodnik. Niezwykle przyjemnie zwiedzało się wystawy, odpowiadało na pytania i słuchało historii poszczególnych eksponatów. Następnie przeszliśmy przez park do Muzeum Pisanki, w którym mogliśmy podziwiać malowane jajka z całego świata, także z Polski. Rok temu byłem w obu muzeach i tutaj również zaszły zmiany. Ukraińskie muzea stawiają na rozwój i było to widać na pierwszy rzut oka. Po zwiedzaniu wróciliśmy do ośrodka, zjedliśmy obiad i ruszyliśmy na spacer… górski spacer. Wyruszyliśmy nad potok, zwiedziliśmy starą cerkiew i pobliski cmentarz, znajdujące się na po drugiej stronie. Stamtąd ruszyliśmy w góry. Po raz kolejny pokonaliśmy niemałe wyzwanie, jakim były góry. Wymagająca ogromnej siły wspinaczka wyczerpała nas zupełnie, ale kiedy znaleźliśmy się na szczycie nic nie było w stanie dorównać naszej radości. W drodze powrotnej dotarliśmy do krainy Świętego Mikołaja, gdzie mogliśmy spotkać się z nim osobiście. Mieliśmy czas na zabawę, rozmowę, trochę śpiewania i grania. Wieczorem w położonym nieopodal lesie odbył się obfity w jedzenie piknik. Pieczone na ogniu ziemniaki, kiełbasa i soczysty arbuz zrobiły furorę! Około godziny 20.00 powróciliśmy do miejsca zakwaterowania.

13 lipca pojechaliśmy do oddalonej o 3 godziny drogi miejscowości Kosmacz, gdzie odbywał się uroczysty festyn. Przybyło bardzo dużo ludzi, a wszyscy ubrani w tradycyjne huculskie stroje. Na scenie występowali utalentowani artyści – solowo i w zespołach. Przyznano odznaczenia dla osób, które przyczyniły się do rozwoju miejscowości i działają na rzecz lokalnej kultury. Mieliśmy czas wolny na spacer po straganach i zakup pamiątek. Był to już nasz przedostatni dzień na Ukrainie. Wieczorem odbyła się uroczysta kolacja, w której wzięli udział wszyscy uczniowie z Polski i Ukrainy. Dostaliśmy ogromne paczki z prezentami od naszych ukraińskich przyjaciół. My z kolei podarowaliśmy im prezenty ufundowane przez Starostwo powiatowe w Węgrowie i Nadleśnictwo Łochów. Po kolacji wszyscy ruszyli na parkiet, by po raz ostatni wspólnie się pobawić. Znów mogliśmy dać z siebie wszystko. Wszyscy świetnie się wybawiliśmy, z miłą chęcią powrócilibyśmy tam jeszcze raz. Pożegnaliśmy się z naszymi przyjaciółmi. Nie brakowało kręcących się w oku łez. Rozstaliśmy się z nadzieją, że jeszcze kiedyś się zobaczymy…

W sobotni poranek wyjechaliśmy z ,,Podkowy”. Po siedmiu wspaniale spędzonych w tym miejscu dniach żal było odjeżdżać. Ruszyliśmy w kierunku Lwowa na ostatnie zwiedzanie. Podczas krótkiego spaceru odwiedziliśmy Cmentarz Orląt Lwowskich i lwowską starówkę. Późnym popołudniem wyruszyliśmy w nocną podróż do swojej ojczyny.

Podsumowując tę wymianę, chciałoby się powiedzieć o wielu rzeczach, bo wiele się w czasie jej trwania wydarzyło. Ogólnie rzecz ujmując, przybyło nam wiele wspaniałych wspomnień, a dla mnie odwiedzającego Ukrainę po raz drugi ciekawych doświadczeń. Choć korupcja to narodowa tragedia Ukrainy, nie sposób nie zauważyć, jak dzielnie walczy się o ten kraj, bo, jak już wspomniałem, nigdzie nie śpiewa się tak jak na Ukrainie. Folklor zachwyca oryginalnością, kolorystyką, pomysłowością i tradycyjnością. U naszych wschodnich sąsiadów wciąż wiele prac wykonuje się ręcznie, ale to jest w Ukrainie piękne. Widać szybki rozwój na każdym kroku, nic nie stoi w miejscu, nikt na nic nie czeka. Każdy pielęgnuje i dba o to, co ma najlepsze – kulturę i matkę ziemię. Sztuką jest dziś tak eksploatować naturę, jak robi się to na Ukrainie, przynajmniej w tej części, którą my mieliśmy zaszczyt odwiedzić. Nie sposób nie kochać za to Ukrainy, podobnie, jak nie sposób nie kochać jej za to, że daje poczucie sielskiego życia i beztroski, o którą nie miała i nadal nie ma łatwo. Mimo wszystko, kiedy się tam jest, to czuje się jakby czas stanął w miejscu. Zostały tylko instrumenty, śpiewy, zabawa i praca, w która wkłada się całe serce…

Podczas wymiany zapełniliśmy 10 GB pamięci zdjęciami, wypiliśmy hektolitry wody, zużyliśmy niemało prądu na dyskoteki… Jednak to, co było dla nas najważniejsze, to że mieliśmy okazję poznać (w przypadku niektórych na po raz kolejny) Ukrainę i wielu wspaniałych, ciekawych, interesujących i inspirujących ludzi. Wspomnienia niezapomniane na całe życie. Łza w oku się kręci jeszcze teraz. Zdjęcia stały się drogocennym skarbem, który zatrzymał wspaniały i niezapomniany czas. Nam już brakuje tych, z którymi przez te niespełna 20 dni obcowaliśmy niemalże codziennie. A teraz, czytając opisy pod zdjęciami na portalach społecznościowych rozumiem, że była to rzecz ważna dla nas wszystkich. Na Ukrainę chciałoby się powrócić, bo nie sposób ją opuścić na zawsze. Związaliśmy się z nią na dobre i oby ta przyjaźń trwała wieki.

W tym miejscu serdeczne podziękowania należą się dla tych, którzy opiekowali się grupą polską i cały czas czuwali nad tym, by niczego nam nie brakowało. Mam tu na myśli nasze wspaniałe opiekunki, Panie Annę Pękul, Dinę Jakimczuk, Ewę Sulowską i Karolinę Postek. W imieniu wszystkich uczestników bardzo serdecznie dziękuję.

Serdeczne podziękowania także dla organizatorów, sponsorów i pozostałych opiekunów, którzy podarowali swoje cegiełki na rzecz tego wspaniałego przedsięwzięcia.

 

Adam Gąsior

uczeń klasy III  LO Łochów