Życie i twórczość Marii Sadzewiczowej

Maria Sadzewiczowa (Paszkowska) urodziła się w 1881 r w Petersburgu. Po ukończeniu w Pskowie gimnazjum zapisała się na Wydział matematyczno- fizyczny Uniwersytetu Jagiellońskiego jako jedyna wtedy kobieta na tym fakultecie. Następnie już jako żona dziennikarza Antoniego Sadzewicza wyjechała do Genewy, aby uzyskać tytuł naukowy, który w Krakowie kobietom nie przysługiwał. Wróciła do Polski w 1908 r i z całą pasją przystąpiła do pracy pedagogicznej: uczyła matematyki, fizyki w szkołach średnich i na tajnych kompletach w Warszawie; w latach 1912-1914 była kierowniczką Kursów Wyższego Wykształcenia dla kobiet zastępujących normalną wyższą uczelnię: po pierwszej wojnie światowej - nauczycielką, a potem dyrektorką znanego warszawskiego żeńskiego gimnazjum A. Heone-Przesmyckiej przy ul. Mazowieckiej. Ucząc szuka stale nowych dróg i metod: organizuje klasy doświadczalne, opracowuje prototypy pomocy naukowych, rozwija inteligencje i formuje charaktery wychowanków. Równocześnie pracuje naukowo jej własny dorobek obejmuje kilka cennych publikacji naukowych i popularno-naukowych, zakłada też pismo i redaguje pismo "Rodzina" poświęcone zagadnieniom wychowawczym. A obok tych rozlicznych zajęć (wychowuje czworo własnych dzieci) nie zapomina o Baczkach. Maria Sadzewiczowa przestała pracować w 1955 r na młodszym jubileuszu 10-lecia szkoły dyrektorkę, zasłużoną nauczycielkę, kochaną "Babcię" żegnali koledzy, współpracownicy, wychowankowie- już nieraz na odpowiedzialnych stanowiskach. Zmarła dwa lata później, 23 lutego 1957r. W ostatnią niedzielę maja 1964 r liceum w Łochowie otrzymuje imię Marii Sadzewiczowej.

Wiersze pisane w dzieciństwie

"NOC" /Rok 1923/

Już wschodzi miesiąc jasny, nad wielki ciemny bór.

Zasnęły w gniazdach ptaszki i słychać żabi chór...

Pod oknem kasztan sypie swe wonne kwiaty białe.

Zasnęły w lilii kielichu złociste pszczółki małe...

I tylko dobry Jezus z obrazka, hen, na sośnie

 w miesięczną nockę patrzy tak słodko i miłośnie...

I zda się mówić do nas ta twarz przesłodka Jego...

Zaśnijcie już spokojnie pod strażą serca mego!

"WIELKANOC" /Rok 1924/ (wiersz drukowany w "Gazecie Porannej")

Oto nam jasny świta dzień Chrystusa Zmartwychwstania.

Spośród różowej, rannej mgły, świat z zorzy się wyłania.

Nad szare łęgi i nad las zwycięskie wschodzi słońce.

W pierwszych promieniach jego lśnią Kościółka szybki drżące.

 Na Rezurekcję śpieszy lud i bije dzwon rozgłośnie,

a za nim śpiewa cały świat zwycięsko i radośnie: ALLELUJA!!!

Wiersze pisane w młodości:

"DO HELENY RONSARD" /Rok 1930/

Gdy staruszką już będziesz przez wiek pochyloną

 I jak motyl, od kwiatu odleci wiek młody,

 w cichy, zimowy wieczór, przędąc zamyślona,

 wspomnisz tego, co wielbił różę twej urody.

Wargi twe zbladłe imię Ronsarda wyrzekną,

 A rąk się drżący na ziemię, potoczy wrzeciono.

0 służebna się drzemiąca zerwie obudzona,

sławiąc Cię, żeś była, szczerze mnie wielbioną...

"ŻEGNAJ LAMARTINE" /Rok 1931/

Żegnaj! Z tym słowem łza gorąca z oczu moich spływa.

 Słowo to, chwil szczęśliwych, kres wieszczy złowrogi.

 Słowo to, dni miłości naszej bieg przerywa.

Czyż przyszłość tajemnicza złączy nasze drogi

Żegnaj! O jakże często, z tym na ustach słowem żegnałem,

w życiu ludzi, sercu ukochanych

Nie czując, jaki echem dzwoniło grobowym,

Wyroków ręką Boga, na wieczność pisanych.

 Lecz dzisiaj już pojąłem, jedyna,

jaką bolesną treścią, te słowa mnie poją,

 bo w otchłaniach bezdennych, na wieki już giną

 i milczenie wieczyste, odpowiedzią Twoją.

Komentarze

  • YouTube

    Zobacz nasz kanał na YouTube:

  • Facebook